Przeczytasz w 10 min.
Przeczytano 407 razy
Ostatnia aktualizacja 2022-07-21

Bez pasji się nie da – o zwycięzcy pierwszej edycji grywalizacji

Bez pasji się nie da – o zwycięzcy pierwszej edycji grywalizacji

Bez pasji się nie da – o zwycięzcy pierwszej edycji grywalizacji

Z Andrzejem Jędrzejowskim (@ajotnet), zwycięzcą pierwszej edycji grywalizacji, konkursu dla najaktywniejszych użytkowników portalu Łączy nas napięcie, rozmawiamy o korzeniach jego pracy w zawodzie elektryka. A także o tym, jak dzisiaj wygląda branża i przed jakimi zagrożeniami stoi.

Gratuluję wygranej w naszym konkursie, ale, jak znalazł pan czas na tak rozbudowaną aktywność ?
Na portal laczynasnapiecie.pl trafiłem na samym początku jego istnienia. Współpracowałem z TIM-em, z pomocą mojego opiekuna Łukasza, i na stronie www.tim.pl zauważyłem baner. Wszedłem i bardzo mi się to miejsce spodobało. Fajne jest to, że dość szybko zebrała się tu fajna społeczność ludzi, którzy sobie wzajemnie pomagają, wspierają, informują o nowościach i przekazują wiedzę ze swoich dziedzin. Wymieniamy się też różnymi spostrzeżeniami, a nieraz wskazujemy błędy, które wszyscy czasem przecież popełniamy. Fajnie, że dzięki temu możemy skorygować nasze upodobania i przyzwyczajenia. To ta koleżeńska atmosfera sprawia, że chętnie się tu loguję. Mam taki swój mały rytuał: jeśli tylko mam czas, to koło ósmej, dziewiątej wieczorem siadam do komputera z kawką w moim ulubionym kubku na podstawce, i wchodzę na portal. Czasem coś poczytam, a czasem komuś odpowiem i jak mogę, to pomogę. To dla mnie czysta przyjemność, bo ja naprawdę lubię tę naszą branżę elektryczną.

Łączy nas napięcie

Chcesz wiedzieć więcej? Dołącz do społeczności i zadawaj pytania!

Zarejestruj się

No właśnie, à propos branży, proszę powiedzieć, kim pan jest z zawodu i czym się zajmuje?
No cóż, dawno, dawno temu, ukończyłem szkołę zawodową w Piechowicach i uzyskałem tytuł elektromechanika maszyn i aparatów elektrycznych do 1kV. I jak widać, tamtejsi nauczyciele sprawili, że wyszliśmy w świat z zawodem bardzo rozwojowym i niezbędnym w codziennym życiu.
Dziś jestem elektrykiem, instalatorem, kierowcą, zaopatrzeniowcem oraz małym przedsiębiorcą, zatrudniającym kilku fachowców. A niejednokrotnie pełnię też rolę doradcy klienta. To ostatnie zajęcie zajmuje mi całkiem sporo czasu. Bo rzadko się zdarza, żeby inwestor indywidualny stawiający swój własny — zwykle pierwszy — dom, wiedział dokładnie, czego potrzebuje, jeśli chodzi o instalację elektryczną.
To już przecież nie te czasy, gdy w pokoju wystarczały dwa gniazdka, a całe oświetlenie stanowił jeden żyrandol na suficie. Dziś w grę wchodzi cała masa odbiorników elektrycznych, które muszą być podłączone do sieci. Samo oświetlenie to dziesiątki punktów, kilometry wszelkich przewodów w najróżniejszych miejscach. A do tego dochodzą jeszcze elementy automatyki domowej, inteligentnych domów, sieci komputerowe i wiele innych. No i zwykłe gniazda, których też potrzeba bardzo dużo, czasem w zupełnie nieoczywistych dla klienta miejscach. Nic więc dziwnego, że większość inwestorów potrzebuje podpowiedzi praktyka, gdzie i jakie kable poprowadzić i jak cała instalacja powinna wyglądać. Oczywiście wszystko to powinno być zawarte w projekcie, ale to zwykle taki półprodukt, tworzony głównie do pozwolenia na budowę. Dlatego trakcie prac ewoluuje do potrzeb i wymagań. No i inwestorzy sami zwykle nie wiedzą, że daną rzecz można wykonać wykorzystując elektronikę i odpowiedni osprzęt. I to moją rolą jest im to wszystko podpowiedzieć. Przy okazji ściśle współpracuję też z wieloma wykonawcami z innych branż, którzy działają na tej samej budowie.

A jak pan trafił do zawodu elektryka?
Elektrykiem był mój ojciec, który całe swoje życie 33 lata przepracował w jednym zakładzie przemysłu odzieżowego, otrzymując za to nawet medal. Jednocześnie dorabiał jeszcze w domu i poza nim różnymi fuchami, jak to wtedy było. Od małego mnie na te dodatkowe prace zabierał, a wiele z tych prac było prowadzonych w bardzo ciekawych miejscach, np. w starych podziemiach kościołów, czy różnych zakładach gdzie pracowało dziesiątki i czasem setki ludzi. No i tak obserwując tatę, sam się w to wciągnąłem. Bo nic tak nie wciąga młodego chłopaka, jak namacalny dowód, że prądu "NIE WIDAĆ, A KOPIE". Historia zatacza zresztą koło, bo obaj moi synowie poszli na mechatronikę do szkoły technicznej, więc są blisko naszej rodzinnej branży.

Czym dzisiaj, po tych wszystkich przepracowanych w zawodzie latach, jest dla pana zawód elektryka?
Cóż, prawda jest taka, że tej pracy nie można dobrze wykonywać, jeśli nie jest ona pasją. Bo tu trzeba stale się rozwijać, doszkalać, poznawać nowości. Nie liczymy godzin przesiedzianych nad pracą, niejednokrotnie zaniedbując swoich bliskich. Codziennie pojawia się coś nowego, a instalacje się rozrastają i komplikują. Dlatego elektryk, który nie lubiłby swojego zawodu, i chciał po tych ośmiu godzinach zapomnieć o pracy, bardzo szybko wypadłby z obiegu. To zajęcie dla fascynatów, którzy tak jak ja, nawet po pracy nie przestają o nim myśleć. I chociażby wchodzą zobaczyć, co się dzieje na ich ulubionym portalu.

Jakie projekty pan najczęściej realizuje?
Tak naprawdę robię prawie wszystko i wszystkim. Domy jednorodzinne, hale magazynowe, produkcyjne czy fabryczne, obiekty usługowe i handlowe oraz bloki mieszkalne, pensjonaty, a nawet wielogwiazdkowe hotele. Oczywiście prowadząc firmę i zatrudniając ludzi, szukam jak największych realizacji, tak, żeby móc im zapewnić pracę. No i prawda jest taka, że czym mniejszy obiekt, tym więcej z nim zachodu i problemów w przeliczeniu na dniówkę szefa i pracownika. Pod tym względem najlepsze są duże projekty deweloperskie, gdzie mamy na przykład położyć instalacje, w kilkudziesięciu takich samych mieszkaniach. To są powtarzalne projekty, można więc powierzyć je pracownikom, a samem tym czasie zająć się czymś innym. Na przykład szukaniem kolejnych zleceń. Ale oczywiście pracujemy też u naszych stałych klientów, bo zawsze u nich coś się dzieje, awarie, naprawy i konserwacje w międzyczasie.

Łączy nas napięcie

Zainteresował Cię temat? Dołącz do społeczności i wkręć się w dyskusję.

Zarejestruj się

A co się zmieniło w branży od czasu kiedy pan zaczynał?
Bardzo dużo, można powiedzieć, że prawie wszystko. Instalacje elektryczne zostały powiązane z teletechnicznymi, a potem pojawiły się inteligentne domy ze swoimi wymaganiami co do elektryki. Ilość kabli i gniazd przypadających na jeden obiekt wzrosła wielokrotnie. Zwiększyły się też potrzeby i wiedza klientów, a w ich domach pojawiły się urządzenia, o których jeszcze nie dawno nie było mowy. Takie jak choćby klimatyzacja, rekuperacja, ogrzewania, wentylacje czy sterowane zawory do ogrzewania, w tym podłogowego. A to wszystko wymaga przecież zasilania i okablowania. W branży nastąpiła też pewna specjalizacja. Jedni elektrycy zainwestowali w koparki i inne maszyny wykonując prace na zewnątrz, drudzy, tak jak ja, działają głównie we wnętrzach, choć i przyłącza też wykonujemy, a jeszcze inni pracują na – jak to mówimy – cienkich drutach — czyli zajmują się alarmami, monitoringiem wideodomofonami i szeroko pojętą elektroniką.

Jak pan ocenia sytuację na rynku?
Powiem szczerze, mam tu pewne obawy. Do końca roku raczej przetrwamy, ale co będzie dalej to nie wiem. Co ciekawe, chyba po raz pierwszy od czasów komuny, problemem nie są pieniądze czy liczba klientów, ale braki w zaopatrzeniu. W hurtowniach coraz trudniej o towar i powoli zaczynam się bać, że w którymś momencie nie będę miał czego zainstalować na budowie. Już teraz po powrocie do domu spędzam sporo czasu przed komputerem, przeszukując rynek. I czasami mam kłopot z kupnem głupich przewodów. Handlowcy, którzy kiedyś przebijali się do mnie, żeby coś sprzedać, teraz stają na głowie, aby mi coś załatwić. W dodatku ceny zwariowały, a nasze limity kupieckie w hurtowniach kończą się i topnieją w oczach. Człowiek ma wrażenie, że nic nie kupił, a już limit się skończył.
Drugim problemem są pracownicy, a raczej ich brak. To naprawdę kłopot, bo przecież nawet podstawowe wykształcenie elektryka to kilka lat. Do tej pracy się nie da kogoś przyuczyć jak do obsługi kasy w supermarkecie. Tu błąd może kosztować kogoś zdrowie, a czasem życie.
Dlatego obawiam się, że mogą pojawić się sytuacje, gdy będę miał klienta, on zgodzi się na dowolną kwotę, której od niego zażądam, ale ostatecznie zlecenia nie zrealizuję, bo zabraknie mi towaru i pracowników.

To rzeczywiście słaba perspektywa. A wracając do portalu laczynasnapiecie.pl i pańskiej wygranej. Jakie to było uczucie?
Oczywiście bardzo przyjemne. Fajnie i miło jest coś wygrać, a tym bardziej taką wypasioną nagrodę, jak warta ponad dziesięć tysięcy waliza doskonałych narzędzi ręcznych, jak i druga mniejsza z elektronarzędziem. Może trochę szkoda, że nie było niespodzianki. W końcu to był konkurs trwający nie miesiąc czy dwa, ale ponad rok i już wcześniej było widać, że jestem na czele stawki. Ale tak serio to byłem zachwycony.

Nagroda się przydała czy kurzy się w szafie?
Zdecydowanie to pierwsze. Najpierw trochę poużywali jej moi synowie, a potem cała ciężka walizka trafiła do firmy, gdzie nowych narzędzi w profesjonalnym wydaniu nigdy dość. A tym bardziej takiej jakości, jak te, które wygrałem. To naprawdę super sprzęt, idealny dla elektryka, profesjonalisty, montera i instalatora.

nagroda główna w pierwszej edycji grywalizacji

Łączy nas napięcie

Masz pytania? Zarejestruj się i zadaj je naszej społeczności!

Dołącz do nas

Czy jest coś, co chciałby pan w portalu zmienić, albo czego by pan od niego oczekiwał?
Trudno mi coś wymyślić tak od ręki, to naprawdę fajne miejsce. Owszem, czasem denerwuje mnie hejt, czy głupie odpowiedzi, ale na szczęście jest tego bardzo mało, o co dba redakcja i eksperci. Jeśli więc miałbym czegoś sobie życzyć, to tylko tego, żeby nie było gorzej oraz zachęcić innych, aby odwiedzali, logowali się i wstępowali w nasze szeregi. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów, redakcję, ekspertów, redaktora oraz ludzi dobrej woli — oby nam się nie przydarzyło to, co za granicami naszego kraju. Aby ŁĄCZYŁO NAS NAPIĘCIE !
Dziękuję.

 

2

Komentarze

Komentarze (2)