- Strategiczna rola węgla jako fundamentu bezpieczeństwa: Mimo że mechanizm merit order coraz częściej wypycha węgiel z rynku ze względu na wysokie koszty emisji, bloki te pozostają jedynym stabilnym źródłem mocy podczas zjawiska „Dunkelflaute”. Z punktu widzenia inżynierów ruchu, jednostki konwencjonalne są niezbędne do utrzymania parametrów sieci, gdy źródła odnawialne nie mogą pracować.
- Ekonomiczne konsekwencje braku zasilania: Utrzymanie niedochodowych elektrowni węglowych jest traktowane jako usługa systemowa, której koszt jest ułamkiem potencjalnych strat wynikających z blackoutu. Według szacunków URE i PSE, jedna doba bez prądu kosztowałaby polską gospodarkę aż 40 mld zł, co czyni finansowanie rezerwowych mocy decyzją o charakterze państwowym.
- Scenariusze operacyjne po 2028 roku: Eksperci rozważają dwa główne modele funkcjonowania jednostek węglowych po wygaśnięciu kontraktów mocowych: mechanizm rezerwy zimnej oraz strategię substytucji mocy. Pierwszy zakłada wynagrodzenie za samą gotowość do uruchomienia, natomiast drugi uzależnia wygaszanie starych kotłów od faktycznego oddania do użytku nowych elektrowni gazowych i magazynów energii.
- Wyzwania techniczne dla kadry inżynierskiej: Praca starych bloków w trybie podszczytowym wiąże się z ogromnymi naprężeniami termicznymi, do których te instalacje nie były pierwotnie projektowane. Wymusza to na personelu elektrowni zwiększony dozór techniczny oraz konieczność przeprowadzenia modernizacji zwiększających elastyczność jednostek, aby mogły one bezpiecznie realizować częste rozruchy i odstawienia.
- Konieczność inżynierskiego realizmu: Transformacja energetyczna ewoluuje w kierunku odejścia od dogmatycznej dekarbonizacji na rzecz zapewnienia ciągłości dostaw prądu. Węgiel po 2028 roku straci dominującą rolę w produkcji energii, ale pozostanie kluczowym „bezpiecznikiem” systemu, co wymaga zachowania specjalistycznych kompetencji serwisowych w branży konwencjonalnej.
W polskiej energetyce rok 2028 rysuje się jako data graniczna, która zdefiniuje bezpieczeństwo Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE) na kolejną dekadę. Choć transformacja w kierunku źródeł niskoemisyjnych przyspiesza, rzeczywistość techniczna i operacyjna brutalnie weryfikuje ambitne harmonogramy. Podczas ostatniej konferencji podsumowującej wyniki Grupy PGE za 2025 rok, prezes Dariusz Lubera postawił sprawę jasno: bez systemowego rozwiązania dla jednostek węglowych po zakończeniu wsparcia z rynku mocy, polskiej gospodarce grozi paraliż.
Merit Order kontra bezpieczeństwo: Dylemat operatora
Mechanizm merit order, czyli kolejność wchodzenia jednostek wytwórczych do systemu na podstawie najniższych kosztów zmiennych, coraz częściej wypycha bloki węglowe poza nawias opłacalności. Taniejące OZE oraz rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 sprawiają, że węgiel staje się „najdroższym” źródłem w portfelu.
Jednak z punktu widzenia inżyniera ruchu i elektryka systemowego, sprawa wygląda zgoła inaczej. Ostatnie zimy pokazały, że w okresach tzw. „Dunkelflaute” (ciszy wiatrowej połączonej z brakiem słońca), to właśnie stare, 200-megawatowe bloki węglowe stanowią jedyny realny fundament, na którym opiera się stabilność częstotliwości w sieci.
40 miliardów złotych za dobę ciemności
Prezes PGE przypomniał o dramatycznych skutkach ewentualnego blackoutu. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki (URE) i Operatora Systemu Przesyłowego (PSE), jedna doba bez zasilania to dla polskiej gospodarki koszt rzędu 40 mld zł. W tym kontekście utrzymanie „niedochodowych” elektrowni węglowych przestaje być kwestią rynkową, a staje się usługą systemową zapewniającą bezpieczeństwo państwa.
„Widać, że szczególnie bloki węglowe nie są już elementem gry rynkowej, ale odgrywają istotną rolę w zakresie bezpieczeństwa energetycznego, które też kosztuje” – podkreślił Dariusz Lubera. PGE przyznaje, że dialog z PSE (Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi) zmierza do wypracowania konsensusu, który pozwoli utrzymać te jednostki w gotowości operacyjnej nawet po wygaśnięciu kontraktów mocowych.
Rezerwa zimna czy substytucja mocy? Scenariusze po 2028
Obecnie po lipcu 2025 roku wiele jednostek korzysta z tzw. derogacji, pozwalającej na wsparcie z rynku mocy do końca 2028 roku. Co jednak wydarzy się później? Na stole leżą dwa główne rozwiązania, które mają dać „nowy tlen” polskiemu węglowi:
- Mechanizm rezerwy zimnej: Polega na utrzymywaniu jednostek wytwórczych w gotowości do uruchomienia na polecenie operatora, przy jednoczesnym wycofaniu ich z codziennej gry rynkowej. Elektrownia otrzymuje wynagrodzenie za samą dyspozycyjność i gotowość do pokrycia szczytowego zapotrzebowania.
- Substytucja mocy: Zakłada powiązanie wygaszania starych bloków węglowych z tempem oddawania do użytku nowych mocy gazowych oraz magazynów energii. Dopóki nowa infrastruktura nie osiągnie pełnej sprawności operacyjnej, stare jednostki muszą pozostać w systemie jako „bezpiecznik”.
Wyzwania techniczne dla kadry inżynierskiej
Z perspektywy fachowców pracujących przy utrzymaniu ruchu, eksploatacja bloków węglowych jako jednostek podszczytowych lub rezerwowych wiąże się z ogromnymi wyzwaniami technicznymi. Bloki te nie były projektowane do pracy w trybie częstych odstawień i szybkich rozruchów. Praca w tzw. regulacji wymusza na personelu elektrowni zwiększony dozór nad instalacjami kotłowymi i turbinowymi, które pod wpływem naprężeń termicznych ulegają szybszej degradacji.
Jeśli bloki węglowe mają przetrwać po 2028 roku, konieczne będą nie tylko decyzje polityczne o ich finansowaniu, ale również nakłady na modernizacje pozwalające na bardziej elastyczną pracę.
Podsumowanie: Realizm zamiast dogmatyzmu
Zbliżenie stanowisk PGE i PSE to sygnał, że energetyka odchodzi od ideologicznego podejścia do dekarbonizacji na rzecz inżynierskiego realizmu. Węgiel po 2028 roku najpewniej nie będzie już „królem polskiej energii” w ujęciu ilościowym, ale pozostanie kluczowym gwarantem stabilności. Dla branży elektroenergetycznej oznacza to konieczność utrzymania kompetencji w zakresie obsługi jednostek konwencjonalnych przy jednoczesnym wdrażaniu technologii magazynowania energii, które w przyszłości przejmą ich rolę.
Komentarze (1)
To będzie de facto rachunek za to, że tak późno się zabraliśmy za budowanie elektrowni jądrowych nad wisłą jako nowego, stabilnego i taniego źródła. Nawet jak wybudują tą na pomorzu to i tak będzie musiała działać do spółki z węglowymi aby nadal zapewniać stabilność a z uwagi na rozwój gospodarczy Polski zużycie energii jeszcze zauważalnie wzrośnie w ciągu tej dekady.